4 grudnia 2010

Wychował mnie Andy Warhol, ale...

Według Ryszarda Kluczyńskiego, kierownika Zakładu Mediów Elektronicznych w Katedrze Mediów i Kultury Audiowizualnej Uniwersytetu Łódzkiego, profesora łódzkiej i poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz kuratora wystaw i prezentacji sztuki multimedialnej w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej, które dane mi było ostatnio odwiedzić, internet jest dziś „jednym z najbardziej znaczących czynników współczesnej kultury”. Niemiecki filozof Johann Herder już w XVIII wieku twierdził, że „nie ma nic bardziej nieokreślonego niż słowo kultura”. W dobie krzywej postępu neurotycznie zbliżającej się do pionu, sztuka będąca niewątpliwie istotnym ingredientem kultury, wydaje się być coraz bardziej okaleczaną, odrywaną od kontekstu i z wyjałowianą narracją amoku zdarzeń. Nowy, lepszy człowiek goni i za niczym nie nadąża, zachłystuje się coraz szybszym i coraz mniej spójnym światem widzianym przez pryzmat ekranów komputerów, telefonów i gadżetów, których nazw nie nadążam sobie przyswoić, choć w ciemię bity nie jestem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Novus Homo Ludens dławi się hasłami, loginami, pinami i kodami dostępu, a jego zmysły kompromitują się, gdyż wyłapują terabajty miałkich bodźców nieustannie dopompowywanych, pudrowanych i upiększanych filtrem, który zowie się higienicznym dopikselowaniem (tudzież homogenicznym dopieszczeniem) - w skrócie HD - przez speców od produkowania rewelacji – w skrócie PR.

Kobas Laksa, Roller Coaster Warszawa, 2010

Przemierzając buduary Zamku Ujazdowskiego nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że molestują mnie zapętlone obrazy, których dominantą jest przewijanie samo w sobie. Połącz, rozłącz, zapomnij. Zamknij oczy, wstrzymaj oddech, projekcja po drugiej stronie powiek? Raczej niekoniecznie, wyobraźnia w pożyciu z cyberkulturą jest w zasadzie zbędna. Wychował mnie Andy Warhol, ale gdy jestem bombardowany penisami, piersiami, pośladkami i waginami generowanymi przy użyciu kart graficznych komputerów najnowszej generacji, obawiam się, że nigdy nie będzie już drugiego Picassa. Na czarnym tle czarny kwadrat, a ja usilnie łaknę jakichkolwiek odniesień i - tonąc w digitalnym Morzu Martwym - chwytam się ostrych jak brzytwy kikutów kabli, po czym widzę światłowody na niebie, którego gwiazdy wypielono, a następnie obsiano energooszczędnymi diodami LED.


Eva and Franco Mattes, Reenactment of Marina Abramovic and Ulay's Imponderabilia, 2007

Przyglądając się przypadkowo wybranym zdjęciom ponazywanym równie incydentalnie i bez polotu lub przedmiotom użytkowym zdobionymi owymi fotografiami ociosanymi z teł, uświadomiłem sobie, że nie każdy może być artystą i że każdy jest w stanie zidiocieć do tego stopnia, żeby łudzić się, iż tworzy dzieła sztuki współczesnej. Czy generacja Y U O T U B E ma szansę uchronić się przed zachwytem płaskimi animacjami drwiącymi w prymitywny sposób z najbardziej znanych polityków bądź celebrytów obficie wysmarowanych „fotoszopem”? Kiedyś pragnęliśmy newsów i skandali, dziś pragniemy być zarówno odbiorcami jak i twórcami... jutro będziemy gotowi popełnić samobójstwo za zaistnienie w internecie, zapominając o tym, że ból nie jest bólem, kiedy widzą go wszyscy.


Kenneth Tin-Kin Hung, IN GOD [Global Obama Domination - ks] WE TRUST, 2009

Nie jestem konsumentem mieszczącym się w standardzie i trudno mi odnaleźć jakikolwiek pozytywny aspekt wystawy zatytułowanej „Przyszłość nie jest tym, czym była”. Nie będę przecież wmawiał komukolwiek, że eksplorując przestrzeń pomiędzy tymi wszystkimi ekspozycjami będzie miał szansę zastanowić się nad mentalną kondycją człowieka w dobie cyberseksu i internetowych zakupów, bo do takich przemyśleń można dojść i bez odwiedzania Zamku Ujazdowskiego, wystarczy pobuszować w sieci. Jeśli zaś szperanie pomiędzy nitkami wirtualnej, globalnej pajęczyny nie zapewni nam odpowiednio mocnych bodźców, zawsze można spróbować poddania krytyce (krótkiej i nieskomplikowanej, aby zwiększyć szansę reakcji) poczynań jakiegoś agresywnego i aktywnego użytkownika, co niemal zagwarantuje nam, że zostaniemy wyzwani od żydów i pedałów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz