Wybierając się do Pałacu w Wilanowie na wystawę Fotografii XX wieku ze zbiorów Cezarego Pieczyńskiego podświadomie zastanawiałem się nad jej tytułem (Uśpiony kapitał), a właściwie nad tytułem cyklu, który rozpoczynany jest właśnie owym pokazem. Ekspozycja składa się z ponad trzystu prac, które według mnie nie bez kozery podzielone zostały tematycznie, co w przeciwieństwie do podziału na przykład chronologicznego znacznie uwydatniło potencjał drzemiący w prywatnych zbiorach i twórczy pierwiastek kompilacji (właśnie w tym kierunku oscylowały przypuszczenia towarzyszące mi przed eskapadą do Oranżerii). Pozorna niespójność wystawy złożonej ze zbiorów poznańskiego kolekcjonera pobudza do refleksji, zwłaszcza, że artyzm większości z zaprezentowanych na niej dzieł odporny jest na nadgryzienia zębem czasu, niemniej warto zwrócić uwagę również na konwencje i konteksty historyczne poszczególnych fotografii, bo to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się wtórne lub w cudzysłowie już widziane, kiedyś było poszukiwaniem na drodze eksperymentu, albo nawet czymś par excellence pionierskim jak na przykład Animal Locomotion and the Human Figure Eadwearda Muybridge’a. Kolejną z kompilacyjnych cech pierwszej odsłony Uśpionego Kapitału jest to, że zderza ona prace znanych fotografów, a nawet klasyków z pracami niszowych bądź wręcz anonimowych artystów. Warto pamiętać / wiedzieć, że zdjęcia te, to większości unikalna spuścizna, gdyż gros klisz, z których zostały wywołane najprawdopodobniej zaginęła na zawsze. Mimo pozytywnego wrażenia, które wyniosłem z Oranżerii, organizatorom Uśpionego Kapitału chciałbym wytknąć trzy gafy: naprawdę kiepskie oświetlenie fotografii, to, że podział tematyczny prac nie został należycie oznaczony (można się o nim dowiedzieć jedynie z katalogu, którego zakup wiąże się z wydatkiem trzydziestu złotych) i anemiczną informację na jej temat (widział ktoś jakieś bilbordy, plakaty lub ulotki?).
Różnorodność i rozmiar ekspozyji sprawia, że nie sposób zająć się dłużej każdym ze zdjęć – walczą one o naszą uwagę. Dla mnie z potyczki tej wyszły zwycięsko na przykład prace Natalii Lach-Lachowicz (Sztuka konsumpcyjna, 1974) i Bobby’ego Grossmana (Warhol Corn Flakes, 1978), obie są swoistym ukłonem w stronę spojrzenia na sztukę oczyma Andy’ego Warhola, nadają artystyczną rangę tak prozaicznym czynnościom jak jedzenie płatków lub jedzenie banana ociekające erotyzmem. Kolejne fotografie, którym udało się przykuć moją uwagę na dłużej to śmiałe akty uchwycone na przykład przez Frantiseka Drtikola i Heinz’a Hajek-Halke’a w okolicach lat trzydziestych minionego wieku. Moim zdaniem warto przyjrzeć się również jednym z pierwszych zdjęć artystycznych wykonanych przez Paula Stranda (zobaczyć na nich możemy Nowy York drugiej dekady XX wieku), by później przeskoczyć o dwadzieścia lat do przodu i zastanowić się nad zdjęciem Atlas zrobionym przez Drahomíra Josefa Ružičkę (w pewien sposób nawiązującym do twórczości klasyka). Wystawa potrwa do końca października, myślę, że każdy może obudzić (na własny użytek) któryś z jej fragmentów.

Frantisek Drtikol, Akt, 1929

Lew Borodulin, Jesteś teraz w armii, 1977
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz